Tesciowie zaprosili nas do knajpy. Podobno jedna z najlepszych restauracji w miescie. Wchodzimy… Dym, smrod, sami faceci oczywiscie w dresach porozwalani tu i tam. Czerwone plastikowe firanki w oknach. Sztuczne kwiatki. Po zlozeniu zamowienia czekalismy GODZINE na kolacje. Dziecko zmeczone, bo od 15 na zajeciach, my znudzone i zle. Na koniec przyszedl rachunek zdaniem tesciow za wysoki i moj maz jak ostatni balwan zaplacil polowe ceny, co jak na nasz budzet jest suma bajonska, za te pieniadze moja 3osobowa rodzina jadlaby obiad przez 7-10 dni.
Bez komentarza z mojej strony.