Olafur Jolasdottir i jej Szkockie Przypadki i Wpadki

July 31, 2009

Zapiski Cumbryjskie

Filed under: UK — Tags: , — tain bo @ 05:25

Nie moge spac to moge pisac…Chyba;) Niestety skonczyly sie nasze krotkie acz intensywne wakacje w Anglii, a konkretnie w Cumbrii. Bylismy w malej wiosce Cark-in- Cartmel, kolo slynnej malej wioski Cartmel (slynacej z dwoch rzeczy- priory, czyli duzego kosciola, nie mam pojecia jak to sie tlumaczy na PL i sticky toffee pudding mniam mniam). W tamta strone zatrzymalismy sie w Birdoswald, forcie rzymskim na murze Hadriana. Hadrian to byl rzymski cesarz, ktory sie bal Piktow i Celtow i sie odgrodzil od nich murem ;)) Dosc skutecznie, bo mur sie powszechnie uwaza za granice Szkocja-Anglia, aczkolwiek nie jest to calkiem prawda, granica przebiega ciutke inaczej. Niewazne, wrocmy do watku glownego. Poniewaz jestesmy czlonkami Historic Scotland placimy 50% za English Heritage. Za nas troje zaplacilismy 4.50 funta. No i powiem szczerze sam fort to kicha, i jakbym miala zaplacic te 9 bylabym zla jak osa. Sam mur jestoczywiscie za darmo. I jest imponujacy, nie powiem, jak to sie musieli bac ze zdecydowali sie na taka inwestycje ;D. Wszedzie byly tabliczki w roznych jezykach uwaga na zlodziei. Za parking mozna placic ale nie trzeba.

Po wizycie w forcie ruszylismy do Cark-in Cartmel. W sumie 6 godzin jazdy, plus zwiedzanie muru.

Nastepnego dnia wybralismy sie do Lake Aquarium na jeziorze Windermere. Lalo. W sam raz na zwiedzanie czegos zamknietego. Dziecko poogladalo rybki, skorpiony, mini malpki i kajmana, dostalo w nagrode znaczek za odpowiedz na pytania (mamusia dostala de facto, ale co tam, niech maly ma). Obejrzelismy rybki od spodu no i trzeba bylo wyruszyc dalej. Pojechalismy do Windermere. Juz nie lalo. Sliczne miasteczko, z tlumem ludzi. Co sie rzuca w oczy wszedzie biali, i nigdzie nie slychac polskiego. Duzo Holendrow. Wynajelismy lodke motorowke i ruszylismy w godzinnna wyprawe po jeziorku. Nad nami smigaly samoloty wojskowe, bo akurat byly pokazy. Miodzio.

W poniedzialek pojechalismy do Kendal. Stoja tam ruiny zamku w ktorym sie urodzila Catherine Parr, ostatnia i najszczesliwsza zona Henryka VIII (jedyna ktora przezyla). Samo miasteczko ma ladne centrum, ladna katedre, ale dziura i takie bez wyrazu troszke. Po obiedzie ruszylismy nad Morze Irlandzkie i do zamku Muncaster. Zamek wciaz zamieszkany i ma ducha w dodatku. Placi sie jak za zboze, 30 funtow ale wydaje mi sie ze warto (rodzinny bilet). Piekne ogrody, zamek z duchem, zabawny labirynt dla dzieci i “sowiarnia”. I te widoki!!! Zamek obeszlismy na szybcika bo mielismy pol godziny do zamkniecia. Nackany do niemozliwosci roznymi bibelotami. w pokoju z duchem bylo zimno, ale ducha nie bylo. Byl za to obraz Toma Skeltona czyli Glupiego Toma. Jego drezwo stoi przed zamkiem. Jego obraz i opis postaci znajdziecie tutaj. Labirynt dla dzieci to smiesznie zrobiona zabawa z pytaniami dla dzieci. Trzeba isc sladami Maxa, malego meadowvole’a (nie mam pojecia co za zweirzatko po polsku, takie myszowate) w ogromnej sztucznej trawie. Podobalo sie. Potem obejrzelismy sowy, ktorych jest cala masa i ruszylismy do domu. W drodze powrotnej stanelismy nad morzem, zeby nie bylo. Jechalismy kolo godziny. Drogi waskie, wijace sie, albo gory, albo lasy. Zaluje ze nie mam aparatu w spojowkach, bo zatrzymac sie nie ma gdzie by cyknac te wszystkie cuda.

We wtorek byl ciezki dzien. lalo jak z cebra. Pojechalismy na Piel Castle, ale nie przwozili z powodu deszczu (trzeba plynac lodka). Wiec pojechalismy do Furness Abbey, ale z powodu dzieci musielismy stanac w Barrow-in -Furness. Czerwone miasto stoczniowe. Jak dotarlismy do opactwa na szczescie nie padalo. Jak wziac pod uwage jak wielkie bylo opactwo, prawie nic z niego nie pozostalo. I tez mialo kolor czerwony. Niestety w kilku miejscach chyli sie ku upadkowi, i trwaja prace konserwatorskie, wiec czesciowo jest odrutowane. Stamtad ruszylismy do Castlerigg Stone Circle, jednego z najstarszych i najlepiej zachowanych kamiennych kregow. Po drodze na miejsce w pewnym momencie Clare wskazala palcem kurhan na malej wysepce miedzy dwiema drogami dosc szybkiego ruchu- Popatrz, grob ostatniego krola Cumbrii!! Biedak, nawet nie ma jak odwiedzic jego grobu, by samemu nie rozstac sie z zyciem…Poniewaz ciutke zabladzilismy, zapytalismy jakiegos goscia o droge do stone circle. Facet pyta- a co to?? Kemping?? Poniewaz na samochodzie mamy znaczki Szkocji potem w lusterku widzielismy ze pokazuja je paluchami hehe. jak dotarlismy do kregu lalo jak z cebra i po minucie byslimy mokrzy do majtek. Krag sliczny, olbrzymi, ale  co z tego. Pora do domu!! dzieci coprawda planowaly zdjac ubrania i tanczyc wsrod kamieni ( zgodnie z legenda o ludziach zakletych w kamienie) ale udalo sie je odwiesc od tego ;)

W srode pojechalismy do mechanika bo wypadla nam rura wydechowa. Po naprawie zwiedzilismy Cartmel, zjedlismy sticky toffee pudding i do domu. Po drodze zatrzymalismy sie w Carlisle, najdalej na polnoc wysunietym angielskim miescie i jedynym city w Cumbrii. Ladnie tam, ale ze city….Hmmm.

Zdjecia beda jak zapanuje nad nimi, jest ich kolo 800.

CIMG9661Wlasnie doczytalam ze archeolodzy odkrli w tymze forcie grob neolityczny co dowodzi iz ludzkosc mieszkala tutaj nieprzerwanie 4000 lat. Niestety Rzymianie obrabowali grob i zrobili z niego smietnik. Tyle o kulturze rzymskiej.

July 12, 2009

Za chwile dalszy (nietypowy) ciag programu…

Filed under: UK — Tags: , — tain bo @ 21:33

Po dwoch rubasznych i malo elokwentnych postach zapowiadam- wkrotce wybieram sie razem z moja rodzinka, moja mentorka i coraz bardziej bliska kolezanka i jej 3-letnia corka do Cumbrii znaczy konkretnie Lake District. Beda gory, morza, jeziora, lasy, historia, i stara chata z kominkiem w salonie…Opisze wszystko jak wroce czyli poczatkiem sierpnia. A przed wyjazdem…praca, pakowanie, planowanie…3 razy PE. Do przeczytania za trzy tygodnie!!!

Blog at WordPress.com.