Wyprowadziłam się z Polski kilka lat temu. Do Serbii. W momencie kiedy Polacy parli na zachód do UE ja się wybrałam na Bałkan. I nie żałuję, choć początki związane z absurdalną rzeczywistością administracyjną odbierały chęć do życia. W 2008 roku, 7 miesięcy temu wyprowadzilismy się do Szkocji. Euforia, inny świat, jasne reguły, normalne pensje, niskie ceny,żyć nie umierać. W UK jak w Serbii nie płaci się za leki dla dzieci. Szkoła kupuje wszystko dla dzieci, oprócz mundurków!! W Serbii przyjaciółka dla synów bliźniaków w pierwszej klasie SP wydała na same książki 4000 dinarów….Największym minusem brytyjskiego życia jest załatwianie wszystkiego przez telefon. Ale nie o tym chciałam. Chciałam napisać o swoich odczuciach emigracyjnych. Pochodzę z patriotycznej rodziny, choć nie w tym „złym” pojęciu patriotyzmu….Darzę olbrzymim szacunkiem swój język i do dzisiaj najbardziej lubię czytać w języku polskim. Jednak w Polsce jako takiej już od dawna nie chciałam mieszkać, bo o ile Serbia jest krajem absurdów to Polska jest jeszcze gorsza, z mojego punktu widzenia. I tak się zastanawiałam jak spojrzę na oba kraje z perspektywy emigranta na emigracji. I bardzo, ale to bardzo się zdziwiłam. Bo tęsknię bardzo za Serbią, jak nigdy nie tęskniłam za Polską. Czasem siedzę i przypominam sobie znajome ulice, ulubione knajpki, moich przyjaciół. I smutno mi. Czasem mnie taka tęsknota skręci iż mogłabym natychmiast wsiąść w samolot i przylecieć do Belgradu. Brakuje mi Belgradu, Cacka, programów TV, jedzenia, atmosfery ogólnego wyluzowania, no i oczywiście rodziny i przyjaciół. A to przecież głównie JA chciałam wyjechać!! No więc jak to jest?? Większość emigrantów przeżywa rozstanie z ojczyzną. Mi się coś przemieściło w sferze uczuć i tęsknie za ojczyzną mężą. To się nazywa małżeństwo! Byłoby o wiele łatwiej gdyby Serbia nie była tak zamknięta, gdyby były tanie linie lotnicze na trasie Belgrad-Londyn, mógłby wtedy człowiek wyskoczyć na weekend city-break (szybki wypad na dwa- trzy dni do dużego miasta). Gdyby rodzina męża mogła nas odwiedzić bez żebrania o wizy i wydawania rocznej pensji na bilety.
Plusy Serbii w odniesieniu na UK- klimat, jedzenie, OPIEKA MEDYCZNA. Plusy Wielkiej Brytanii- OPIEKA SOCJALNA, stosunek plac i wydatkow. Szkoda, że nie można mieć tego w Serbii, wówczas do UK byśmy jeździli wyłącznie na wczasy.
Za Polską tęsknię, ale za tą dawną, sprzed powiedzmy 15-20 lat, widzianą oczami dziecka.
Dziwnie jest być podwójnym emigrantem.
January 30, 2009...10:12
Podwojny Emigrant (temporary only in PL)
Jump to Comments
5 Comments
January 30, 2009 at 17:36
No ja tam nie jestem patriotką a tata jest obywatel z za wielkiej wody.To jak?
January 30, 2009 at 17:40
W większości jesteśmy dziećmi Polski, która wtedy nazywała się PRL. I to dzieciństwo (naturalne bez wyborów i nakazów politycznych)wyryło w naszych głowach te wspomnienia i tęsknoty. One się przenoszą na późniejsze nasze życie i działają jak ostra wybiórcza cenzura. Obecna Polska jest inna od Polski dla nas szczęśliwej i dlatego tak wielu od niej ucieka.Ucieka bo zabrakło opieki dla wszystkich rodzin. Wiem, przeciwnicy udowodnią że czasy były siermiężne a życie szare, byle jakie i bez perspektyw. Mam nadzieję, że są i tacy emigranci, którzy mogą powiedzieć, że dzięki temu co otrzymali od PRL-u, mogli emigrować i znaleźć prace godna ich potrzeb i ambicji. I tacy jak ja, mający już z górki, żyjący z wypracowanych emerytur, skromnie ale nie w nędzy, mogących do ostatniej chwili realizować swoje cele nie na emigracji ale w DOMU w Polsce.
ps. boleję nad losem ludzi niezaradnych, niewykształconych, nie posiadających umiejętności pracy. Ich los niestety się pogarsza i to zdecydowanie w porównaniu z PRL-em.
January 30, 2009 at 17:59
zalezy Mamo co rozumiemy pod slowem patriota a rodzice to nie cala rodzina tylko jej czesc:)
January 30, 2009 at 17:59
Jacku, pieknie napisales…dziekuje!
January 30, 2009 at 18:45
Zważywszy na fakt,że w tamtych czasach rodzina liczyła 8 osób dorosłych to dwoje rodziców ,w tej materii , “robiło ” za 90 %. Reszta do uzgodnienia osobiście.
Panie Jacku.Moje życie w PRL nie było nudne. .Wprost przeciwnie.Tyle humoru ,inwencji życiowej ,kolorytu nie doświadczyłam nigdy potem.I znam prawie całą Polskę!Każdy wolny czas spędzałam gdzieś w nieznanych miejscach.Mieliśmy chęci i pomysły.I jeszcze książki.Większość wartościowych rzeczy przeczytałam właśnie wtedy.Jedynym tabu w głębokiej komunie był świat.
Nienawidzę PRL-u jako instytucji.Komunizm uważam za zbrodnie .Dlatego w czasie stanu wojennego przylepiałam do milicyjnych samochodów znaczki solidarności (niektórzy uważali to za durnotę -może mieli rację) I zupełnie się z panem zgadzam co do ludzi którzy zostali na lodzie- bez umiejętności radzenia sobie w dzisiejszych czasach .Za milczącym przyzwoleniem reszty społeczeństwa ,które nieustająco gna do ” żłobu”.Przeraża mnie. Ale….mam swój mały świat w ,którym mój ulubiony buddysta uczy mnie właściwego postrzegania reszty dużego świata.No i dobrze mi z tym .Pozdrawiam serdecznie,Jolanta